Archiwum 26 września 2005


wrz 26 2005 Antropologicznie nigdy nie byłam łabędziem....
Komentarze: 8

Niedziela 8.00 nocnym porankiem(?)

Co ja robię Proszę Pana? Jest 8! Ósma rano. A ja co? Zajmuję się patrzeniem w Słońce. Słońce-wstające (a raczej wstanięte). I jeszcze zajmuje mnie straszliwie oblewanie herbatą zieloną tomików stachurowskich. Zła ze mnie... zła. O czym to ja chciałam? A. O tym: "11. Odkrycie jednego z najbardziej przekonywujących dowodów na płynięcie czasu: to, że miłość między dwojgiem ludzi gaśnie." E.S.

P S Y T.  I już. Łatwo. Prawda?

I co dalej? (wyszeptane) I nie szkoda..? I  c z y   może być   n i c...  Nie znam się proszę Pana... nie znam.

(Na świecie spełniają się wszystkie marzenia, tu zawsze wstaje się lewą nogą)

Na pański list też kropelka herbaty. Bo ja dzisiaj wyjątkowo tak. Trochę kocio. (zielone są! zielone!) I trochę niezdaranie. Więc może kociakowo. Raczej. 54 maliny obok. (a te maliny.. to co one mogą myśleć?  I tak ja naj... naj... te leśne i dzikie)...

Racja po stronie E.S. - Płynie Czas.

(...)

Z poważaniem.

Panna Jestem Szczęśliwa

P.S. Słuchając... Małżeństwo z Rozsądku - 'Spóźnione Nadzieje'

 

Nadziejaikropka : :